Pani Natalia Włodarczyk z ROD „Związkowiec” w Zielonej Górze została laureatką w konkursie krajowym Polskiego związku Działkowców pn. „Jak działka zmieniła życie moje i mojej rodziny”.
Po przeczytaniu relacji Pani Natalii, nie dziwi nas, że jej praca została wyróżniona, czego oczywiście ogromnie Pani Natalii gratulujemy! Dlatego też dzielimy się również z Państwem tym pełnym, i humoru i refleksji opowiadaniem okraszonym pięknymi zdjęciami.
DZIAŁKA, KTÓRA ZMIENIŁA ŻYCIE MOJE I MOJEJ RODZINY…
WTEDY
Zielona Góra, luty 2022 roku, godzina 9:00
Szłam lasem, przyglądając się przez płot śpiącym jeszcze po zimie ogródkom działkowym. Każdy był inny. Jeden zadbany, z piękną altaną
i bogato urządzonym ogrodem, inny pusty, smutny i byle jaki.
Każdy był inny, ale mimo wszystko wyjątkowy.
Łączyło je jednak to samo – wszystkie na kogoś czekały.
W powietrzu czuć było wiosnę. Jeszcze kilka tygodni i te puste poletka zapełnią się ludźmi, którzy kochają je i dbają jak o własne dzieci.
Zawsze marzyłam o własnym ogrodzie, domku na wsi czy kawałku ziemi…
Wtedy, gdy tak patrząc przez płot, zazdrościłam tym wszystkim działkowcom, pomyślałam, że przecież też mogę być jednym z nich.
I jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Konsultacja z rodziną od razu się opłaciła. Rodzice byli zachwyceni pomysłem nabycia działki. Od razu ruszyły poszukiwania.
Internet poszedł w ruch, telefon grzał się do czerwoności.
Jest!

To ona.
Tak, to będzie piękne miejsce!
TERAZ
Wiosna
Aleja Gruszkowa. To tu mieści się moja działka. Moje zielone miejsce na ziemi.
Gdy tylko dostałam klucze od działki wszystko się zmieniło. Od tamtej pory cały świat zaczął kręcić się wokół tych kilkuset metrów. Tysiące pomysłów, inspiracji.

Nie przypuszczałam, że aż tak zmieni się moje życie. Zachłysnęłam się wolnością, jaką dała mi ta przestrzeń. Pokochałam każdą trawkę, która tam rośnie, każdą szyszkę, która spadła z drzewa, każdy liść. Wszystko. Rodzice byli równie szczęśliwi jak ja, bo widzieli, jak ich dziecko wreszcie czuje się jak ryba w wodzie. Może dać upust swoim fantazjom i grzebać w ziemi, ile wlezie. Wreszcie! Początki były trudne, mimo iż działka, którą nabyłam, była dość zadbana. Nie byłabym sobą, gdybym nie wprowadziła zmian. Przecież musiało być po mojemu, czyż nie? W głowie układałam nowy plan zagospodarowania działki po stronie części warzywnej. Oczami wyobraźni widziałam dorodne pomidory i kiście fasoli, pnące się ku górze. Powróciły wspomnienia z dzieciństwa. Ogród babci.

Tak! Tak powinien wyglądać mój ogród.
Druga strona działki jest tzw. częścią rekreacyjną. Solidny kawał trawnika
z poczciwą, starą śliwą na środku. Tam nie trzeba było nic zmieniać, było idealnie. Jedyna zmiana to nowa-stara ławka, która stanęła pod drzewem.

Trochę wysiłku kosztowało nas, aby ją przywieźć, gdyż nie była to lekka konstrukcja. Betonowe filary i długie, drewniane siedzisko ważyły swoje.
Do akcji zaangażowało się pół rodziny. Tata o mały włos nie straciłby samochodu, a mąż palca, ale warto było. Teraz ławka stoi dumnie ku
uciesze nas wszystkich. Nie ma osoby, która by się nią nie zainteresowała. Każdy pyta, skąd mam takie cudo, a na moją odpowiedź, że z odzysku, nie wierzy. Tak, tak. Nie wszystko można kupić! Wraz z zakupem działki
dołączyłam do grona działkowców i otrzymałam prenumeratę znanego miesięcznika. Wtedy dowiedziałam się, jak wiele nie wiem i ile pracy dopiero przede mną. Dowiedziałam się, kiedy wysiewa się pomidory i dlaczego bieli
się drzewka. Kupowałam nasiona i ziemię. Odwiedzałam sklepy ogrodnicze, kupowałam kolejne rękawiczki czy łopatki. Zaangażowałam Mamę do pomocy przy wysiewie warzyw. Na piętrze w domu rodziców powstał specjalny pokój
dla siewek, w którym pod wielkim oknem mama ustawiła stoły. Tam działy się prawdziwie wielkie rzeczy. Dziesiątki plastikowych doniczek i worki z ziemią zajęły połowę pomieszczenia. Wysiewałam nasiona zgodnie z terminarzem ogrodnika. I tak zaczęła się moja przygoda z pomidorami, ogórkami czy
fasolką. Nie było chyba warzywa, którego bym nie przetestowała.
Wszystkiego chciałam spróbować. Jedne się udały, na inne więcej nawet nie spojrzę. Mama codziennie doglądała siewek, dbała o nie, obracała w stronę słońca, podlewała. Regularnie informowała mnie o postępach, wysyłała
zdjęcia, na których widać było przebijające się przez ziemię pomidory.
To było wspaniałe! Wszystko rosło w oczach. Z doniczek wypełnionych ziemią nagle powstała zielona dżungla. Teraz tylko pozostało czekać do maja.
W tym samym czasie na działce przygotowywałam miejsce pod uprawy.
Puste poletka zamieniłam w prawdziwy warzywny raj. Na działce stanął
duży tunel foliowy i drewniane skrzynie.

Drzewka, które musiały zmienić lokalizację zostały przesadzone. Działo się.
Tata przyjeżdżał na działkę rowerem i angażował się do pomocy. Widać było, że też mu się to podoba. Po pracy wszyscy kładliśmy się na wygodnych leżakach i odpoczywaliśmy, wsłuchując w kojący śpiew ptaków. Nawet Mama, która nigdy nie była miłośniczką ogrodu zapaliła się do pracy. Oznajmiła, że ona również chce mieć u siebie kilka krzaków pomidorów, zaczęła sadzić kwiaty
i kupować drzewka owocowe do swojego przydomowego ogródka. W maju
było sporo pracy. Wszystkie przepikowane w kwietniu pomidory trzeba było przewieźć na działkę. Całe auto wypełnione zostało po brzegi zielonymi krzakami, które już za chwilę znalazły się na swoim stałym miejscu. To był chyba najbardziej wyczekiwany przez wszystkich dzień. Od tego momentu obserwowanie, jak na krzakach pojawiają się kwiaty, a potem owoce, było jednym z moich najwspanialszych, ogrodowych przeżyć. Obserwowanie,
jak z małego nasionka powstaje zielony gigant to dla każdego ogrodnika
chyba cud. Dla mnie na pewno.

Do pomidorów dołączyły ogórki, różnego rodzaju kwiaty, dynie, cukinie,
fasolka czy truskawki. Nie wspomnę już o koprze czy pietruszce, wszystkiego było całe mnóstwo. Niektóre warzywa przegrały walkę z mszycą, inne dzielnie pięły się do góry.

Na warzywach jednak praca się nie kończyła. Na odnowienie czekała altanka
i narzędziownia. Na pierwszy ogień poszedł dach, który trzeba było wymienić. Domek dostał nowe życie. Wiosna to chyba najpiękniejsza pora roku.
Lato
Najlepsze są wystawki. Ludzie wyrzucają cuda. Ileż tych różnych wspaniałości przywiozłam na działkę. Leżaki, hamaki, donice, konewki…
Działka to idealne miejsce na meble z drugiej ręki, takie z duszą, prawdziwe.

Nie sztuka iść do sklepu i kupić! Nie o to tu chodzi.
Ktoś, kto ma działkę, to chyba trochę szalony artysta. Ktoś taki jak ja!
Uwielbiam lato na działce. Rozkładam zdobyczny leżak i rozkoszuję się śpiewem ptaków. Podjadam maliny i porzeczki. Pies biega szczęśliwy,
a co jakiś czas wskakuje do oczka wodnego i tapla się jak małe dziecko.

Uwielbiam, gdy na działkę przychodzą rodzice czy znajomi.
Zasiadamy wtedy przy stole, pijemy zimne piwko albo przechadzamy się
po moich włościach i podziwiamy plony.

To latem właśnie tak naprawdę najwięcej się dzieje. Wszystko owocuje.
To wspaniały czas. Wspólnie z rodzicami zbieramy jabłka, śliwki czy zrywamy porzeczki, a potem każdy w swoim domu przygotowuje dżemy, soki czy kompoty. Gdy owoców jest dużo rozdaję je znajomym, którzy za każdym razem nie mogą wyjść z zachwytu. Przyjaciółka zabiera cały winogron, z którego robi pyszne wino. Jeszcze parę lat temu nie sądziłam, że posiadanie własnej działki daje tyle szczęścia i poczucia spełnienia.
Jesień
W tym czasie dalej dużo się dzieje. Zbiorom owoców nie ma końca. Przetwórstwo domowe trwa w najlepsze. Pomału jednak widać nadchodzącą jesień. Dni są coraz krótsze, więc pobyt na działce też nie trwa do wieczora. Mimo wszystko to piękny czas. Patrzę na szczęśliwego psa, który na działce czuje się jak ryba w wodzie. Nie odstępuje mnie na krok. Gdy pielę, to kładzie się obok i leży tak długo dopóki nie wstanę. Gdy leżę w hamaku to on śpi pod spodem. Gdy robię “obchód” to pies robi obchód ze mną. Mogę powiedzieć, że to taki mały, psi działkowiec. Pod koniec jesieni w ruch idą grabie i wtedy cała rodzina również angażuje się w pomoc. Grabimy liście, tata przycina drzewka. Fajny to czas. W końcu jednak trzeba przygotować działeczkę na zimowy sen.
Uwielbiam zachody słońca, gdy mogę usiąść na hamaku pod śliwą, opatulić się kocem i wsłuchiwać się w śpiew ptaków. Wtedy też rozkoszuję się tym, co mam. Posiadanie działki zmieniło moje życie w bardzo dużym stopniu. Nie ma chyba dnia, kiedy nie myślałabym o tym, co mam do zrobienia, do posiania czy do zakupienia. Kładąc się spać już planuję, co będę robić na działce następnego dnia. Wstając rano, przy porannej kawie, sprawdzam pogodę i pod nią ustawiam czas spędzony na ogrodzie. Gdy pogoda nie sprzyja przeglądam „Działkowca”, robię notatki albo jadę do sklepu ogrodniczego i przechadzam się pomiędzy regałami, wyszukując ogrodowych różności.
Zima
Biały puch pokrył świat.

Nie ominął również mojej działki. Jeszcze niedawno zielona łąka teraz zamieniła się w śnieżne pole. Choinki wyglądają jak duże bałwany, ucichł śpiew ptaków, a niebo zasnuło się szarością. Nad ogródkami zaległa zimowa cisza, ucichł gwar, a życie jakby zamarło.

Gdzieniegdzie pojawia się ktoś z działkowców. Opatulony szalem zagląda na chwilę i szybko oddala się w kierunku ciepłego domu. Wszystko śpi. W takich chwilach przeglądam zdjęcia, planuję przyszły sezon, zakup nasion czy nowych narzędzi. Wtedy właśnie jest czas na rozmyślania i zajadanie pysznych przetworów.
Otwierając słoik z dżemem z własnej porzeczki na mojej twarzy pojawia się uśmiech, a gdy zamykam oczy widzę uginające się pod ciężarem owoców krzaki. I wtedy właśnie czekam na moment, gdy krzaczki znów zapełnią się czarnymi kuleczkami. Podczas niedzielnych obiadów z rodziną mama nalewa do dzbanka kompot, który z miłością gotowała latem. Popijając kompot z własnych jabłek rozmawiamy o tym, jak minął nam sezon działkowy. Planujemy następny, ustalamy, co będzie można zrobić, co kupić, co zmienić. Tak naprawdę sezon na działkę nie kończy się z nastaniem zimy. U mnie trwa on cały rok. Kocham to.

Kocham być działkowcem!
Opracowanie: Izabela Mikołajewicz